Lubię mieć mieszkanie tylko dla siebie, czasami. Tak bez
gwaru dzieciaków, chłopaka mojej córki (sympatycznego muszę przyznać) czy
innych gości.
Czasu ostatnio u
mnie jak na lekarstwo. Wszystko biegiem, aby jak najwięcej upchnąć w nierozciągliwą
dobę.
I gdzie ja tak pędzę?
Mam znowu ogromną potrzebę zmiany, przewrócenia do góry nogami
całego życia. Chcę biec z wilkami. Ograniczają mnie wszystkie zobowiązania, które
wymuszają kompromisy, wyścig z czasem , powodują zmęczenie i zapadanie w letarg
(jeszcze tylko dwa dni do weekendu albo wakacji, jakoś dam radę - myślę sobie).
Balans.
Jak zachować balans jednocześnie realizując swoje
marzenia?
AM